Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motor. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 października 2010

Świnki trzy

Były sobie świnki trzy... sport, muzyka oraz gry, oraz gry to my!

Dla tych przed trzydziestką coś z archiwum:



Tę piosenkę śpiewają a capella polary, które uszyłam dla K. Jeden gwiżdże, drugi nuci a trzeci pomrukuje basowo. Raźno się żyje w takiej gromadce, chętnej zawsze do harcerskiego wypadu na żagle, na motor, na spływ czy do knajpy.

Dlaczego aż trzy?
Pierwszy z wielkiej miłości, drugi przy okazji a trzeci mocno naciągany...

K zamówił polar dopasowany do figury, ponieważ sklepowe wyroby przypominają na nim wór po ziemniakach. Pierwszy egzemplarz z małą stójką, zapinany na zamek rozdzielczy, okazał się dziełem udanym. Z rozpędu i nadmiaru polarowej tkaniny, uszyłam mu zaraz drugi okaz. Bardziej wypasiony, w formie bluzy, wyposażonej w raglanowe rękawy i golf z asymetrycznym suwakiem. Jakiś czas później dowiedziałam się, że pierwszy, mocno zryty polarowy zwierz już dogorywa i cierpi na zamkowe dolegliwości. Niewiele myśląc zakupiłam kolejne polarne metry i skroiłam trzecią sztukę, urozmaiconą większą stójką i wykończeniami własnego pomysłu.

Zbyt późno skonstatowałam, że szelma K trochę nagiął rzeczywistość. Pierwszemu okazowi właściwie nic nie dolegało. Mała akcja igłą przywróciła mu zdrowie. K po prostu lubi mieć więcej.

I biegają świnki trzy, od Bałtyku po Tatry. Niech się bawią, brudzą, szmacą, tarzają i świnią. Póki ich frontowe życie K nie zmęczy.

środa, 23 czerwca 2010

Kocham Wolność

Dziś mija 10 lat nieobecności Bogdana Łyszkiewicza



Zwykle czuję palącą, żółtą zawiść, gdy natykam się na czyjeś trafne sformułowanie, zgrabne zdanie. I podziw, i zachwyt. Dlaczego ja nie wpadłam na taki zestaw słów, który sprawnie i pięknie oddaje istotę rzeczy? Nie zazdroszczę innym ciuchów, samochodów, pieniędzy, domów, mężczyzn, ani żadnej rzeczy, która jej/jego jest.
Ale słów - bardzo.

A jednak z tą piosenką jest inaczej. Żadnej zazdrości. Po prostu jest moja, podpisuję się pod każdym słowem, pod każdym wersem. Buddyjsko prosta, bezpretensjonalnie filozoficzna.
Ta piosenka jest wszystkim. Moim credo.

Jeśli jest tak uniwersalna, jak twierdzę, dlaczego nie miałaby stać się inspiracją do stworzenia ubrania? Czy można coś uszyć, aby na swój sposób oddać hołd piosence i jej autorowi? Postanowiłam spróbować. Ale najpierw pomyśleć :-)

Co to jest wolność? Tyle mądrzejszych głów kombinowało nad tą kwestią. Piękną i groźną. Erich Fromm uciekał od wolności, Marczewski z kina "Wolność". Św. Jan twierdził, że prawda was wyzwoli (J 8, 32), co potem straszliwie przeinaczyli naziści na bramach swoich obozów koncentracyjnych...
Stop! Im więcej przykładów, tym większy mętlik, tym więcej sroczych ogonów wymyka się z dłoni.

A jednocześnie mam przecież prawo, jak każdy człowiek, do szukania osobnej, własnej definicji. W zakamarkach duszy. W wielkiej torbie wspomnień. W emocjach, związanych z tym słowem.

Lata osiemdziesiąte. Moje pierwsze prawdziwe dżinsy, wranglery z Peweksu. Za dolary, ciężko wycyganione od Ojca.
Zwykły, szary człowiek w dżinsach od razu stawał się kimś. Czuł na opiętym tyłku więź z tym dalekim, innym światem, z mitycznym Zachodem, gdzie podobno piło się piwo z puszek a soki owocowe z kartonów.
Nie szpanowały polskie teksasy, "szariki", jak nazywał je mój Ojciec. Z materiału tak sztywnego, że po uszyciu spodnie stały same, bez użytkownika. I za nic nie dawały się wytrzeć, nawet tarcie pumeksem w wannie nie pomagało. Prawdziwą wolność można było poczuć tylko w oryginal, trademark jeans, made in USA :-)

Skoro w mojej głowie dżins jest tak nierozerwalnie związany z hasłem wolności postanowiłam sprawdzić, co myślą o tym moi najbliżsi.

Na prośbę o pierwsze skojarzenie ze słowem "dżins", Gosia W. i K odpalili - "kowboj". Cudownie. Szerokie przestrzenie Dzikiego Zachodu. Malownicza amerykańska wolność swobodnego jeźdźca, który kieruje się w stronę zachodzącego słońca. Just my rifle, my pony and me :-)
Basia i Gosia P. wrzuciły mi do puszki słowo "spodnie". Banalnie? Skądże! W ustach kobiety to synonim możliwości własnej wypowiedzi, prawa do pracy i dostępu do życia publicznego. Kobieta w spodniach ze swobodą i odwagą wsiada wygodnie na konia, na motor. I nie musi, jak pensjonarka, pilnować złączonych kolan w autobusie.
Kobieta w spodniach to symbol wolności nowoczesnego świata.
Ania podpowiedziała enigmatycznie - kolor. Anetta sprecyzowała ten trop - niebieski. Kieślowski byłby wniebowzięty. To on przypomniał, za Rewolucją Francuską, że wolność ma kolor niebieski. Kolor, który kochają wszyscy politycy, bo na jego tle wydają nam się trochę bardziej strawni. Kolor morza i nieba, przestrzeni wolności. Barwa Dzieci Indygo.

Dostałam też odpowiedzi z zupełnie innej beczki. Zdumiewające lub do bólu proste.
B na hasło "dżins" widzi klasyczną (a słowo klasyczny nie oznacza tu stylu Coco Chanel, lecz klasykę dżinsową) sukienkę z krótkim rękawem, zapinaną na guziki. To zrozumiałe, B urodziła się aby nosić sukienki i czuć się w nich komfortowo i swobodnie.
"Guzik" to pierwsze słowo, jakie nasunęło się Mirkowi, bo dżinsy były jego pierwszymi spodniami z guzikiem. Oczami wyobraźni widzę tego młodziutkiego chłopca, jak dostaje swoje pierwsze dżinsy, zapinane na guzik, co oznacza, że może swobodnie opuścić podwórko, gdzie biegał w dresach i poznawać na własną rękę blaski i cienie tego świata.
Ćwieka w wykluwającej się teorii wolności zabił mi Karol, podrzucając słówko "ćwiek". Jaką drogą mam wyprowadzić metalowe akcesorium na ścieżkę wolności? Pakować się w estetykę rockową? A może lepiej "nit"? Od nitu prosta droga do statku, od statku do morza, a od morza do wolności już prosta szosa.
Nie pomogła też J, która tradycyjnie stanęła okoniem i wypaliła: "dupa".
Chociaż, hmmm, jakby tak pomyśleć, to coś w tym jest ;-)
Jeszcze dalej poszła T, która stwierdziła stanowczo, że dżins z niczym się jej nie kojarzy. To jest dopiero wolność!!! Absolutna swoboda wypowiedzi i poglądów, która pozwala sobie nawet na totalną, bezczelną i absolutną niezależność niemyślenia.

Przetrawiłam to wszystko w łebowym komputerze. Odpadły dżinsy, skoro tylko firmówki gwarantują efekt. Porzuciłam hippisowską długą spódnicę z falbanami, skoro nie daje swobody na motocyklu. Po dłuższym zawieszeniu mój umysł wypluł wynik:

Kombinezon dżinsowy.


Ciuch ludzi pracy. Strój robotnika, co o wolność dobija się strajkiem. Czarnego niewolnika, gdy zmuszany do pracy batem, marzy o wyzwoleniu. Lotnika, który hasa na niebie, wolny jak ptak.

Dlaczego w mojej głowie wolność idzie w parze z pracą? W końcu jak to jest: praca zniewala czy czyni wolnym? Jak mawia mój Ojciec - urlop nie smakuje tak bardzo na emeryturze. Tylko praca winduje tę taryfową wolność na piedestały.

A właśnie wybieram się na urlop. Za kilka dni, aż do połowy lipca, wolność będzie miała dla mnie smak Bałtyku, zapach lasu i dźwięk motocyklowego silnika. A kiedy podnosi się głowę i widzi dwie ściany drzew, przedzielone błękitnym niebem i rzeką szosy, człowiek czuje, że wystarczy rozpostrzeć ręce, aby odlecieć jak ptak. Może przyda się lotniczy kombinezon...

A tam, wysoko, między chmurami, jak dobry duch Bogdan czuwa nad tymi, co kochają wolność. Pewnie co dzień odstawia solówki w anielskim chórze. I założę się, że pod haftowaną białą koszulą nocną, nosi swoje stare, wytarte dżiny ;-)

p.s. dla Ojca

Tato, posyłam Ci linka. Jeśli dotarłeś aż tutaj, jesteś wielki :-)
W nagrodę składam Ci serdeczne gratulacje z okazji Dnia Ojca.
Jesteś najbardziej pracowitym człowiekiem, jakiego znam (i jest to komplemet, dla jasności).
Wśród efektów Twojej pracy jestem też ja, a zatem i to, co wyprawia się na tym blogu. Mam nadzieję, że nie przynoszę Ci wstydu.
Dziękuję ;-*
A jak ktoś nie pamięta, jaką rolę odegrał mój Ojciec w przygodzie z krawiectwem, odsyłam do wstępniaka ;-)

środa, 17 marca 2010

Dziewczyna Motocyklisty

(ostatnia część marcowego Tryptyku Narzędziowo-Techniczno-Mechanicznego)

To było do przewidzenia. Motór, jak tylko zobaczył swoje nowe ubranko, zapragnął natychmiast pokazać się w nim na mieście. Na nic zdały się nasze tłumaczenia, że jeszcze zima trzyma. Uparł się! Że niemożliwe, aby w połowie marca jeszcze leżał śnieg. Że dosyć wegetacji w ciemnym garażu, pod nudnym, ciągle tym samym pokrowcem, dosyć dyskusji. On wyjeżdża.

Dopiero jak na własny reflektor zobaczył białą drogę i poczuł pod kołami lód, spuścił z obrotów. I jeszcze ta gęsia skórka na oponach... Wymruczał, że może on jednak jeszcze wróci pod swoje cieplutkie okrycie i zdrzemnie się troszkę. Przypomniał, że ma na wiosnę obiecane nowe sakwy, a może nawet gmole i bagażnik. Dlatego podpisał się obydwoma kołami pod hasłem akcji Wiosno napierdalaj


Postanowiłam towarzyszyć mu w tej przedwiosennej przebieżce, w odpowiednim ubiorze, rzecz jasna :-)
Skórzany strój (spokojnie, skóra sztuczna) został uszyty na potrzeby ostatniego Sylwestra. W połączeniu z łańcuchową biżuterią i szpilkami miał mnie przeobrazić w nieco autoironiczną wersję Dziewczyny Motocyklisty :-)

Kamizelka jest zapinana na gruby zamek błyskawiczny, który otacza całe brzegi kaptura. Nie mogło zabraknąć klubowego logo mojego Motocyklisty. Spodnie znienacka okazały się przydatne na co dzień. Sztuczna skóra jest elastyczna i dość wygodnie się ją nosi, choć można się w niej nieźle spocić. Taka przedwiosenna sauna wyszczuplająca ;-)

Nie tylko motór zerwał się przedwcześnie. Ta sesja fotograficzna kosztowała K sporo wysiłku, bo o tej porze zwykle tkwi w głębokim (zimowym) śnie. Dziękuję, K, za poświęcenie :-*
Fotka będzie mi przypominać, że Dziewczyną Motocyklisty nie bywa się od czasu do czasu, kiedy ciepło i wygodnie, lecz JEST się nią przez cały rok!

wtorek, 9 marca 2010

Masterpiece

Zgodnie z obietnicą, dziś kawałek arcydzieła :-)

To było prawdziwe wyzwanie! Zamówienie oraz wstępny szkic zostały mi przedstawione już wczesną jesienią. Życzeniem K, miałam stworzyć dość swoiste ubranko - pokrowiec na narzędzia do motocykla. O bardzo konkretnych wymaganiach. Na tyle duże, by zmieściły się w nim wszystkie elementy. Jednocześnie na tyle małe, aby całość wpakowała się zgrabnie w niewielką przestrzeń motocykla.

Nie było łatwo. Długo nie mogłam odnaleźć się w roli kreatora akcesorium dla jednośladów. Z braku pomysłów i odpowiedniego tworzywa, całą zimę odkładałam realizację tego wyrafinowanego zadania. Ale, gdy coś drgnęło ospale na froncie przedwiosennym, wena w końcu mnie dopadła :-) Ale po kolei.

Kilka dni temu, w drodze do pracy, z radia zaatakował mnie pierwszy koncert fortepianowy Czajkowskiego. To jeden z tych kawałków tzw. muzyki poważnej, który rozpoznaje się po pierwszych taktach. Charakterystyczne grzmiące akordy. Plus widok zza autobusowego okna. Aż się chce dopisać słowa do tego walenia w klawisze:

Słońce, deszcz, mgła
Słońce, deszcz, grad
Słońce, deszcz, wiatr


Ewidentnie, to jest utwór o walce. O ciężkim boju, w jakim powołują się do życia przebiśniegi, wiosna, dzieła sztuki. Tygiel. Dlaczego mówi się: "W marcu jak w garncu"? Tylko dlatego, że powiedzenie: "W marcu jak w pierwszym koncercie fortepianowym Czajkowskiego" jest ciut za długie ;-)

A o to właśnie chodzi, coś się kotłuje, bulgocze, gotuje. Śnieżyca spada na pierwszą trawę, zima kontratakuje, by za chwilę ustąpić znów promieniom słonecznym. Nowe wyłania się w potwornym zamęcie, wykluwa się z ciemności, wyszarpuje siłą swoje istnienie...

Z takiej czarnej zimowej czeluści, w bólach tworzenia, narodził się w końcu projekt dla mojego Mistrza :-) Za bazę posłużył fragment czarnego sztruksu, z zasobów Mamy K. Wszystkie chromowane elementy zostały karnie poustawiane w swoich celach i przypięte szpilkową strażą. Aby zapobiec ucieczce niesfornych lokatorów, brzegi kwatery wzmocniono szeregiem plastikowych wieżyczek - połową zamka błyskawicznego. Najbardziej newralgicznej krawędzi pilnuje dodatkowo obszycie ze skóry oraz czarny rzep. Całość została przestrzelona w każdym możliwym kierunku długimi seriami automatycznych szwów. Mam nadzieję, że to pacyfistyczne więzienie dla kluczy szybko się nie rozleci.


Teraz pozostaje tylko czekać na ostateczne zwycięstwo wiosny, na triumf światła, defiladę krokusów i owację zachwyconej przyrody. Motór już niecierpliwie przebiera kołami w garażu i śni o ciepłych objęciach szosy. Może wystarczy jeszcze tylko jeden zryw, jeszcze jedna zmiana linii frontu! Wyrwijmy się wreszcie z ciemnego worka podłej zimy!!!