Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płaszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płaszcz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 listopada 2010

Dzień Zaciuszny

Na spacer po okolicy, gdzie wałęsają się Wszyscy Święci, człek wyciąga z dna szafy zramolałe płaszczydło, które powinno dawno temu wylądować w Alei Zasłużonych Śmieci i wiecznie odpoczywać. Brodzi po kostki w zwłokach liści, zajadając trupi miodek. Myśli o kimś, kogo już nie ma. Odwiedza rodzinę, która nie zaoferuje nawet kawy. Spacerując po cmentarnych zaułkach i obserwując innych żywych i umarłych, ma jedyną okazję, aby do tematu przemijania podejść z każdej możliwej strony. Może i z krawieckiej? Odgrzebuje więc w pamięci taką rzecz niezwykłą, ubranie, które kochał i cenił, a które już nie istnieje.

Onegdaj byłam posiadaczką zimowej kurtki zwanej pieszczotliwie Dziką Babą, ponieważ mankiety i kołnierz ozdabiały jej długie, zmierzwione kłaki sztucznego futra. Uwielbiałam ją i zwykłam mawiać, że chcę być w niej pochowana, niezależnie od pory roku, ponieważ z założenia nie lubię zimna. Dzika Baba wylądowała jednak na śmietniku, kiedy jej futro wyliniało zupełnie. Do dziś wspominam ją z rozrzewnieniem i żałuję, że jej nie ma.

J nosiła kiedyś z upodobaniem bluzę z kapturem, z beżowego futerka. Wyglądała w niej jak bohaterka “Kontrolerów” . Nosiła ją tak uparcie i wszędzie, że w końcu Niedźwiadek rozlazł się i padł z wyczerpania. Do dziś wspomnienie tego ubranka wywołuje u niej czuły uśmiech. A wiecie, że o to u J niełatwo.

W czasach studenckich T dostała od swego przyszłego męża kosztowną kurteczkę z wrzosowego nylonu, obszytą bielutkim puszkiem wokół kaptura i dolnego brzegu. Wypasiona kurtka pochodziła z krakowskiego Peweksu. Puszek uwielbiał się brudzić, więc wielokrotnie kąpał się w mące ziemniaczanej i w innych specjałach, dla podtrzymania porażającej bieli. Kiedyś, w pośpiechu, w ferworze wybierania się na spotkanie, rękaw kurteczki przylgnął do żelazka... T udało się wstawić w wypaloną dziurę fragment podszewki i jeszcze długi czas korzystać z uroków tego odzienia. Potem gdzieś przepadł i zostało po nim tylko nostalgiczne wspomnienie.

Najświeższą stratę w tej materii poniósł K. Jego Sierżant Khaki doznał dotkliwych obrażeń w wyniku manewrów pokojowych. Lewa nogawka do amputacji. To nie “Avatar”, jednonogawkowy komandos nie przetrzyma ciężkiej, frontowej służby u K i trzeba go będzie pożegnać ;-(

Ostatnio B przywołała w pamięci ducha czerwonej peleryny, którą kiedyś zakładała z namiętną radością i paradowała po rodzinnym mieście, z wiklinowym koszykiem pod pachą. Jak współczesne wcielenie Czerwonego Kapturka. Oddała ją potem “komuś młodszemu” i straciła z oczu. No to teraz patrz, B, i płacz ;-)

Jakiś czas temu postanowiłam nie wyrzucać zbyt pochopnie ubrań, które kiedyś uszyłam. Nawet jeśli już nie są noszone i stoją nad tekstylnym grobem. Pozostają niemym, świadkiem czasów i zdarzeń, które chcę pamiętać. Ułożyła się z nich listopadowa galeria ciuchów-duchów.


piątek, 21 maja 2010

Krakowski spleen

Chmury wiszą nad miastem
Ciemno i wstać nie mogę

Naciągam głębiej kołdrę

Znikam, kulę się w sobie


Czekam na wiatr co rozgoni

Ciemne skłębione zasłony

Stanę wtedy na raz

Ze słońcem twarzą w twarz


A jednak, w czasie deszczu, amatorska krawcowa wcale się nie kuli pod kołdrą. Bo znienacka z weną staje twarzą w twarz. I dostaje tą weną prosto w nos. Tajemniczy, podświadomy imperatyw nakazuje jej powrót do korzeni, wygrzebanie ze zleżałych bel wyobraźni nowego projektu i zaplątanie się w jego skomplikowanej realizacji.
I musi, musi szyć, żeby żyć :-)

W tym miejscu zaplanowałam głębokie, filozoficzne i rozwlekłe (przynajmniej 4 akapity) rozważania dotyczące źródeł tzw. inspiracji. Miało być od Prusa, przez Freuda, do architektury...
A takiego! Zdecydowałam oszczędzić nie swój wzrok. Powstrzymać nawałnicę swojej grafomanii.
Dla czytających - w smsowym skrócie:

Florianka
Izabela Łęcka
Tiurniura
Burberry

Dla tych, co wolą oglądać obrazki - wizja:

Dodam nieskromnie, że jestem niezmiernie usatysfakcjonowana. Napracowałam się, ale warto było. Spod maszyny wychynęła współczesna wersja findesieclowego płaszczyka. Geometryczna i asymetryczna. Ni to trencz, ni to sukienka. Z dwóch metrów szarej tkaniny, powierzonej mi onegdaj przez mamę K, powstał strój, z którego jestem dumna :-)


I jeszcze muzyka, też wrzucam do wora inspiracji ;-)
Tytuł bardzo na czasie, nieprawdaż?




Na deser pytanie: Jakie przeznaczenie może mieć taki ubiór?




Votum separatum, od przekornej T, której żadna propozycja odpowiedzi nie usatysfakcjonowała:
Dołączyć do kolekcji wymienionych wyżej modeli, dać na wybieg modelkom, nosić się w nim jak modelka po mieście