Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarne spodnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarne spodnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 maja 2010

Pochód majowy

W maju ruszamy. Na ulice, na skwery. Ludzkość kocha wszelkie pochody, a majowa pogoda sprzyja. Jeszcze bez upału, a już można się pokazać w samej marynarce. W maju wiosna obrasta świętami, bujnie jak mur winoroślą.

Pierwszego łopoczą czerwone sztandary, drugiego świętuje flaga państwowa a trzeciego patriotyczne chorągwie. Czwartego paradują strażacy i kominiarze na Św. Floriana. Piątego z lasu mogą wychynąć leśnicy. Ósmego / dziewiątego maszerują zwycięzcy w towarzystwie pokojowo nastawionej broni maszynowej i zmechanizowanej. Potem prawo do paradowania przejmują kolejno pielęgniarki, farmaceuci, geje i inni miłośnicy równości, piwowarzy, matki i pracownicy przemysłu spożywczego. Pełna demokracja.

Pochód majowy jednak zawsze będzie mi się kojarzył z oldskulowym, socjalistycznym świętem. Gdy, jako mała dziewczynka, paradowałam dumnie przy boku T, w pierwszomajowej manifestacji. Było kolorowo, wesoło. Papierowe flagi, balony, orkiestra, słońce, gołąbki pokoju na kijach. Mnóstwo uśmiechów. Atmosfera majówki. A w drodze powrotnej delicje z ciężarówki i spacer do domu polną drogą. T w okularach na pół twarzy, gwiazda, moja przodowniczka pracy, stylu i urody.

T to kobieta z plakatu. Pracowita do bólu. Na traktorze poradziłaby sobie z palcem w uchu. Tryskająca pogodą i optymizmem, choć nie zawsze wkoło jest wesoło. Zrywająca się z rana po świeże bułki dla rodziny. Pełna energii, gotowa na kolejny spacer z wnuczką, wypad na basen, w góry.
No i, oczywiście, zawsze dobrze ubrana :-)

Jej stroje służbowe, które wyszły spod mojej maszyny, mogłyby spokojnie wystąpić na pokaźnej Paradzie Odzieży Pracowniczej. Na tej majowej manifestacji zaprezentowała się tylko Oficjalna Delegacja. Złożona z czynników najstarszych (jak czarny długi surdut Ebenezera Scrooge'a, który ma już około 15 lat stażu i prawo do wcześniejszej emerytury), najmłodszych (też czarny, Atłasowe Klapy) oraz przedstawicieli poszczególnych wydziałów: Sztruksowy Haft, Szalowy Kołnierz i Uniwersalna Szarość.

A wszystko zaczęło się, gdy pewnego dnia, za jednym zamachem, T zapewniła mi pracę na etacie przy kompie i praktykę w produkowaniu pracowniczych strojów.
Czterdzieści księgowych!!! (Na szczęście nie wszystkie pragnęły moich amatorskich usług). A każda z inną figurą, każda oryginalna, zwykle nieprzystająca do sklepowych uniwersaliów.

Dzięki kolejnym zamówieniom, opanowałam, jako tako, produkcję garsonek, żakietów, a przede wszystkim spodni. Współpraca z T wyklarowała mój wzorcowy, sztandarowy wyrób - damskie spodnie. Z zamkiem z boku, na kant. Dopasowane w biodrach. Z dobrze opiętą pupą. Szerokie nogawki. I długie, zakrywające buty. W szafie T znalazłoby się kilka wariacji na ten temat. Może jeszcze w kilku innych szafach poniewierają się zapomniane wyroby?

Ile się tych spodni naszyłam? Trudno dziś to policzyć. Danusia, Basia, Agnieszka, Asia, Irenka, Gosia. I Renia, z nią zawsze był największy ubaw :-)

Ale o tym może przy innej okazji...

czwartek, 25 lutego 2010

Parada Black&White

"Twój normalny dzień, zawsze blekenłaahaajt..."

Budzę się i wciąż zima trzyma. I dobrze, i o to chodzi. Mnie to nie martwi, bo przed ochłodzeniem nastroju, przed zamieciami wyboru i ślizgawicą decyzji chronią mnie me zasady.
Niech inni gimnastykują się porannie z doborem stroju, niech się głowią czy kolory grają. Niech kombinują z czym tu, do licha, połączyć najnowsze pasiaste dzianiny z sieciówki. Mnie od rana do wieczora, w duszy gra lekko zdarta płyta Black&White.

Czarno na białym, jin i jang, marchewka z groszkiem, Bonifacy i Filemon. Dwie skrajności. Przeciwieństwa, co się przyciągają. Najstarsza opozycja. Klasyka po prostu.
Wg CMYK-a biel to całkowity brak koloru a czerń to miks wszystkich barw. Mamy więc do czynienia z absolutna pustką, brakiem, próżnią z jednej strony oraz totalną pełnią, apogeum, zenitem z drugiej. No po prostu bajeczny punkt wyjścia do wszelkich filozoficzno-organiczno-astronomiczno-antropologicznych dywagacji...

Na szczęście naukowe dysputy zostawiam z boku, i ze szklanką do połowy czarną lub od połowy białą, proponuję zimową paradę strojów codziennych. Niektóre z nich mają już kilka ładnych lat, inne powstały w tym sezonie.


Spódniczka Pepiczka jest młodsza od swojej siostry sukienki o rok. Tak długo czekała resztka materiału, by w końcu kolejny numer Pisma zaproponował wykrój, który udało się wepchnąć w skromne ramy kilkunastocentymetrowych skrawków.


Gangsterskie Gacie (krótkie, idealne do zimowych butów)& Gorset z haftkami to zestaw prążkowany, dość wiekowy. Takie same gacie zmontowałam dla swojej Bratowej, ciekawe czy jeszcze w nich biega. No i B posiada plisowaną spódnicę i kamizelkę z tej samej tkaniny. Zebrałoby się niezłe kryminalne trio :-). Gorset przydaje się na golf, kiedy człowiek rozpaczliwie potrzebuje choć małego światełka oryginalności w tunelu ciemnej długiej zimy.


Tunika była kiedyś kreacją sylwestrową, z racji srebrzystych prążków. Wystąpiła solo, więc ilekroć wpadną mi w oko fotki z tamtej nocy, zastanawiam sie, gdzie, na Boga, zgubiłam spódnicę? Spokojnie, jako c-odzień pracowniczy dorzucam jej do pary jakieś portki.


A sukienka Jasna Góra jest produktem ubocznym. Najpierw pojawił się na świecie żakiet z marszczonymi rękawami, z pieknej i miękkiej czarnosrebrzystej materii, jak połysk śniegu w księżycową jasną noc. Ponieważ tkanina prawdopodobnie rozmnożyła się cudownie podczas kroju, starczyło na cudaczną kieckę - tubę, całkowicie własnego pomysłu, pierwotnie bez ramion. Wygladała nawet podejrzanie dobrze, jednak nie mogłam się oprzeć nieustannemu podciąganiu jej pod pachami, na biuście i w ogóle w kółko... W końcu porzuciłam ten wstydliwy nałóg i wszyłam w nią górną część białej bawełnianej koszulki.


Biała Koszula Kryza początkowo miała być niesłychanie prosta, ascetyczna nawet. Ale poniosło mnie i przysporzyłam jej zmarszczek tu i tam. Po wyprasowaniu i odzianiu się jednorazowo - na Wigilię - porzuciłam ją wstydliwie w zaułku szafy. Wada - zbyt elegancka. To koszula nosiła mnie. Po jakimś czasie, pod wpływem chwilowego natchnienia, postanowiłam nie prasować tej damy i odtąd się zaprzyjaźniłyśmy.


Kiedyś gdzieś wyczytałam, że każden zodiakalny wodnik, jak założy białą koszulę i czarne spodnie to myśli, że jest najmodniejszy na świecie.
I wiecie co? Tak właśnie jest!